sobota, 23 lutego 2019

Rozdział XIX - Niedosyt

Eli

Pamiętam dokładnie moment, kiedy po raz pierwszy usłyszałem jego imię. Pamiętam zimną posadzkę, na której siedziałem, obtarte nadgarstki, kłujące ssanie w żołądku, cierpką suchość  w ustach, a także bolesne szpile wbijające się w zdarte do cna gardło i wysiłek jaki wkładałem w zaciskanie powiek, by skryć się przed strugami światła napływającymi z każdej strony jak sztylety. Wydawało mi się wówczas, że cisza odbiera mi zmysły i słyszę skwierczący pisk sączących się z lamp palących strumieni, a każdy dźwięk wyłapany spoza tych czterech białych ścian pozbawionych okien oraz życia był jak łyk wody na ogołoconej i nagrzanej od bezlitosnego słońca pustyni.

poniedziałek, 1 października 2018

Rozdział XVIII - Zakazane imiona



Loren

       - Enzo? - Złotowłosy wyciągnął swoje małe ręce w stronę kołyszącego się na wietrze hamaka, przewieszonego między dwoma wysokimi drzewami, które rzucały cień na leżącego na nim ciemnowłosego chłopca. Jego twarz przykryta była słomianym kapeluszem, spod którego wystawały przydługie, trącane wietrzykiem włosy, a książka, która nie zdołała go uwięzić między słowami, leżała na jego unoszącej się spokojnie piersi, wznosząc się wraz z nią, jak na tafli kołyszącego się morza. Nogi miał skrzyżowane w kostkach, a bose stopy, po których wędrowała zagubiona mrówka, wsparte o chropowatą korę drzewa. - Loren. - Sześciolatek pociągnął za krawędź ulubionej, nieco spranej i zdecydowanie za dużej koszuli brata, a gdy to nie poskutkowało, podskoczył na palcach i udało mu się złapać rąbek kapelusza, odsłaniając twarz drzemiącego. Na czole pojawiły się łagodne zmarszczki, sklejone drzemką powieki zacisnęły się mocniej, aby chwilę później odsłonić ciepłe tęczówki oraz zwężające się pod brutalnym światłem czarne źrenice.

       - Milo… - mruknął, przecierając oko i rozglądając się na boki w sennej dezorientacji. - Co się dzieje? - Podniósł się, tak, aby głowa zajęła pozycję wyższą niż stopy i mrużąc powieki, dojrzał w oddali czubek głowy przemieszczający się szybko po łące oraz długie, brązowe włosy powiewające na wietrze. Promień słońca przedarł się przez mozaikę liści drzew i zaatakował jego oko. Skrzywił się brzydko i schylił głowę, patrząc w zielonkawe, bystre oczy.

niedziela, 2 września 2018

Rozdział XVII - Magia świąt


Loren

Szedł spacerowym krokiem wzdłuż sklepowej alejki, mijając kolejne półki zapełnione po brzegi produktami w różnokolorowych opakowaniach. Potrzebował oliwy z pestek winogron, kminku, cynamonu, suszonych owoców oraz kilku innych rzeczy, będących częścią długiej listy zakupów, którą trzymał jedynie w swojej głowie. Większość tych składników znajdowała się już w wózku, który żwawo, acz nieco lękliwie pchał Eli, idąc równoległą alejką. Miał szukać syropu klonowego i miodu, ale jedyne, na czym się skupiał to uporczywe patrzenie na Lorena. Nieustannie przyspieszał za każdym razem, kiedy oddzielał ich rząd półek i zwalniał pomiędzy nimi, kiedy mógł widzieć swojego Pana.

Po tym, jak niemalże zgubił go w deszczu, zabójca przynajmniej teraz miał już świadomość, jaka to dla chłopaka męka być pozostawionym samemu, kiedy wkoło krąży tylu ludzi. Poznał to po jego zbolałej, zatrwożonej minie, gdy poinformował go, że sam musi znaleźć część składników i nie może zbliżać się do niego na mniej niż dziesięć metrów. To chodzenie po sklepie, patrzenie jednym okiem na Pana, a drugim szukanie syropu, musiało być dla niego jak droga do Mordoru, nie wspominając o tym, że mógł się przy tym nabawić oczopląsu.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Rozdział XVI - Życie to tylko sen



Eli 

       - Czy ja mógłbym ją zarekomendować?

       Z ostatnią wypowiedzianą sylabą pożałowałem tych słów. Wystarczyła jedna łzawa historia, abym złamał zasadę siedzenia cicho i nieangażowania się w los innych ludzi. Jedna zraniona kobieta i jeden mały człowiek rozwijający się pod jej sercem, a ja wpadłem w sidła własnej głupoty.

       Zacząłbym zgrzytać zębami ze złości na samego siebie i na ten żałośnie ludzki odruch, gdybym nie czuł uparcie wwiercających się we mnie oczu Pana, który wydawał się śledzić nawet ruchy moich powiek podczas mrugnięć.

       - Ty? - zdziwił się, ale odbicie tego zdziwienia zniknęło z jego twarzy tak szybko, jak się pojawiło. Kobieta była wpatrzona we mnie, pewnie nawet tego nie dostrzegła. Byłem ciekaw, czy byłaby równie zdziwiona, zobaczywszy coś ludzkiego na tej posągowej twarzy. - Z tego co pamiętam, nie byłeś moim klientem. Czemu miałaby mnie przekonać twoja rekomendacja? - Jego brew lekko się uniosła. - Uważasz, że ci ufam?