Eli
piątek, 27 lipca 2018
Rozdział XV - Wędrowiec
poniedziałek, 2 lipca 2018
Rozdział XIV - Deszcz
Eli
Przycisnąłem policzek do
zamarzającej szyby i przymknąłem powieki, odrywając w końcu wzrok od spadających
płatków śniegu i wytężając słuch, niby próbując zza szklanej powłoki usłyszeć
wołanie zimy, która nadeszła tego ranka z niespodziewaną wizytą. Szum wiatru,
dźwięk przejeżdżającego samochodu, stukanie obcasów kobiety w pośpiechu
uciekającej przed mroźnymi podmuchami wiatru, zaraźliwy śmiech dziecka.
Zastanawiałem się, czy ta pierwsza wizyta zimy zakończy się szybko, czy świeża,
pierwsza warstwa śniegu stopnieje przed końcem dnia, odsłaniając szarą,
namokniętą wilgocią, jesienną rzeczywistość, czy może spodoba jej się tutaj i
zostanie na dłużej, otulając ponury świat swoją białą peleryną. Zawsze uważałem,
że jest coś magicznego w pierwszym śniegu, zawsze podobała mi się ta nuta
radości, zaskoczenia, nostalgii, gdy co roku obserwowałem pierwsze spadające z
nieba płatki. Wracałem pamięcią do siedmioletniego Eliasa, który przecierał
rano oczy, odkopywał się spod kołdry i odsłaniał zasłonę swojego okna, ale
zamiast zastanawiać się jaki czeka go dzień, otwierał szeroko oczy, jeszcze nie
splamione plugawymi obrazami, które czekały na niego w przyszłości, rozchylał
niewinne usta i przylepiał dłonie do zimnej szyby. „Mamo!”, wołał, „śnieg
spadł!”, ale nikt nie podzielał jego dziecięcej ekscytacji, prócz małej
futrzanej kulki przy jego stopach, o mądrych czekoladowych oczach ufnie w niego
wpatrzonych.
sobota, 13 stycznia 2018
Ogłoszenie... czy coś
Będzie krótko.
Nowy rozdział pojawi się za miesiąc.
Jak już pisałam w którymś komentarzu, mam dużo nauki w tym miesiącu i wolę nie skupiać się jednocześnie na niej i na pisaniu, bo obie rzeczy będą mieć gorsze efekty, niż wtedy gdy skupiłabym się na jednej. Dlatego do pisania wrócę w lutym, kiedy już nie będę mieć tyle na głowie i nie będę się stresować tym, czy ze wszystkim zdążę.
To tyle. Mam nadzieję, że nadal będziecie, kiedy wrócę i tym, którym zaczną się w tym czasie ferie, życzę dużo odpoczynku, no i noście czapki oraz szaliki, żebyście nie zachorowali jak ja.
Dobranoc!
PS. Czy śnieg zamierza w ogóle spaść w tym roku? Halo? Zamawiam śnieg.
Nowy rozdział pojawi się za miesiąc.
Jak już pisałam w którymś komentarzu, mam dużo nauki w tym miesiącu i wolę nie skupiać się jednocześnie na niej i na pisaniu, bo obie rzeczy będą mieć gorsze efekty, niż wtedy gdy skupiłabym się na jednej. Dlatego do pisania wrócę w lutym, kiedy już nie będę mieć tyle na głowie i nie będę się stresować tym, czy ze wszystkim zdążę.
To tyle. Mam nadzieję, że nadal będziecie, kiedy wrócę i tym, którym zaczną się w tym czasie ferie, życzę dużo odpoczynku, no i noście czapki oraz szaliki, żebyście nie zachorowali jak ja.
Dobranoc!
PS. Czy śnieg zamierza w ogóle spaść w tym roku? Halo? Zamawiam śnieg.
wtorek, 9 stycznia 2018
Rozdział XIII - Wspomnienie
Loren
Rudy kot przebiegł przez
ulicę.
Niewolnik siedział obok z dłońmi
spoczywającymi na kolanach, wpatrując się z zamyśleniem w deskę rozdzielczą i
wszystkie zapalone na niej światełka. Nie niecierpliwił się ani nie pytał,
dlaczego od trzech minut stoją pod kamienicą. Loren patrzył spod
półprzymkniętych powiek w obraz rozpościerający się za przednią szybą, głównie
skupiając się na grze cieni, jakie rzucały na chodnik ogołocone z liści konary wysokiego
drzewa. Nie wyłączył silnika, bo lubił czuć i słyszeć jego pracę, miał wtedy wrażenie,
jakby panował nad żywą istotą, a nie zwykłą maszyną, uruchamianą za pomocą
zwykłego metalowego kluczyka.
Bolał go kark, a rozmasowanie
palcami czającego się w mięśniach lekkiego napięcia nie pomogło, więc odchylił
głowę w tył i czekał aż samo opadnie. Chciał być już w środku, wymyć się i
położyć, ale nie chciało mu się wykonywać żadnego ruchu, więc trwał w bezruchu,
analizując świeże jeszcze w jego pamięci wydarzenia.
-
Panie? – spytał niewolnik, ostrożnym głosem przecinając w końcu gęstniejącą ciszę.
Palcami próbował odszukać jakąś nieistniejącą nitkę na rękawie płaszcza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)